Wstałam w całkiem niezłej formie, poza tym, że dalej było mi zimno. Czas na proszki i aloes – tak wygląda śniadanie w pierwszym i drugim dniu.

O 11 poczułam głód i przytłumiłam go połową jabłka i 3 truskawkami. Niezbyt skuteczna metoda na głoda, ale zawsze coś.

Poza zimnem, innych efektów ubocznych na początku dnia nie czułam.

Najbardziej bałam się zaparć, które towarzyszą mi zawsze w czasie diet. Najgorzej było w czasie diety doktor Dąbrowskiej. Tu schemat pierwszych dwóch dni jest podobny. Jedynie warzywa i owoce, choć w dużo mniejszej ilości. Mimo to problemu brak.

Nieco trudności sprawia mi pilnowanie picia wody. Minimum to 1,5 litra, czyli jakieś 7-8 szklanek. Ja tyle piję na co dzień, więc w czasie oczyszczania powinnam dorzucić do tego jeszcze litr. Przez to, że organizm jest dość dobrze nawodniony, rzadko odczuwam potrzebę picia. Przypominajki włączają mi się, gdy muszę wziąć tabletkę, wypić aloes lub błonnik. Wtedy dopycham się jeszcze dodatkową szklanką wody. Dzięki temu wypijam założone przeze mnie minimum, a woda pomaga mi w zabiciu małego głodu.

Drugi dzień jest trudniejszy od pierwszego. Zeszła ze mnie nieco ekscytacja rozpoczęciem programu. Po południu odczuwalne zimno zaczęło nieco bardziej doskwierać. Pojawił się także lekki ból głowy. Odczułam ogólne zmęczenie organizmu i ból mięśni – trochę jak przy przeziębieniu. Nie bardzo mogłam się skupić i byłam nieco spowolniona.

Spacer zamieniłam na zakupy w centrum handlowym z córką, co potwierdza tylko braki w moim rozumowaniu w dniu dzisiejszym. Nie polecam. Każdą czynność, która wymaga nieco więcej wysiłku niż krótki spacer, odłóżcie zadecydowania na inne dni. Odradzam w tych dniach pracę fizyczną, a nawet intensywną pracę umysłową. Najlepiej rozpoczęcie programu zaplanować na weekend, który będziecie mogli spędzić na nic nie robieniu i częstych drzemkach.

Przyszedł czas na obiad, czyli dawkę proszków, aloesu i shake’a, który uratował mnie przed totalnym wycieńczeniem i przywrócił troszkę energii.

Zdecydowanie najbardziej brakuje mi kawy. Zaczynam od niej każdy dzień. Kolejną piję jeszcze przed południem i ostatnią po obiedzie. Brak kofeiny i smaku kawy daje mi się we znaki, ale założyłam sobie, że wytrzymam całe 9 dni.

Pod wieczór zjadłam ok 1/4 kalafiora na parze, sałatę i pół małej filiżanki zielonego groszku. Muszę przyznać, że się najadłam! To oznaka, ze żołądek już zaczął się kurczyć i teraz już będzie tylko lepiej!

Dwa najgorsze dni za mną. O efektach na razie nie będę nic pisać. Z prostego powodu. Chcę się zważyć i zmierzyć dopiero po 9 dniach, żeby zobaczyć efekt wow 🙂

Przede mną 7 kolejnych dni, jednak już dużo łatwiejszych. Jeśli boicie się tych pierwszych dwóch, zaufajcie mi, naprawdę nie taki diabeł straszny a satysfakcja ogromna 🙂

Całuję.

Poprzedni artykułOczyszczanie z Clean 9 – Dzień 1
Następny artykułOczyszczanie z Clean 9 – Dzień 3
Część! Nazywam się Aneta i jestem maniakalnym odkrywcą! Na moim blogu przeczytasz o podróżach, cudownych miejscach jakie zwiedziłam i poradach podróżniczych. Znajdziesz tu tylko praktyczne porady jak poradzić sobie z prowadzeniem własnego biznesu i jak ciągle udoskonalać siebie. Pracuję na swoim od 6 lat i za nic nie wróciłabym na etat! Najważniejsze dla mnie to pisać bez mydlenia oczu i pokazywania świata w krzywym zwierciadle. Jak coś jest do kitu, to nie ubiorę tego w sukienkę w kwiaty - tego możesz być pewien! Moją miłością są podróże. W wolnych chwilach czytam, nałogowo sprawdzam ceny lotów w wyszukiwarkach, gram w gry planszowe z rodziną i gotuję (choć nie bardzo umiem). Mam jedną misję - obudzić w Tobie odkrywcę!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Wpisz swoje imię