Karaiby – raj na ziemi?

Luty. Zima. Wyglądasz za okno. Po lewej widzisz panie przeżywające drugą młodości, skaczące każda w rytm swojej muzyki, podczas porannego fitnessu w basenie. Po prawej – sąsiadów jedzących francuskie bagietki i owoce. Teraz spójrz przed siebie. Tak, to Morze Karaibskie. Błękitna, mieniąca się w słońcu woda, a w oddali wypływający właśnie z portu w Pointe a Pitre ogromny prom.

Witaj na Karaibach!

Pierwsze wrażenie – Tak wygląda raj!

Z Paryża przedostaliśmy się w 8 godzin na Gwadelupę. Największą wyspę na Małych Antylach.

Niedziela, godzina 20. Odbieramy zarezerwowany wcześniej samochód i ruszmy w stronę mieszkania, które na najbliższy tydzień ma stać się naszym domem.

W Pointe a Pitre, na jednej z głównych ulic, słychać muzykę i naszym oczom ukazują się kobiety w karnawałowych strojach. Niestety jesteśmy zbyt zmęczeni, by wziąć udział w zabawie. Lot i przesunięcie czasu o 5 godzin robi swoje. W Polsce jest już prawie 2 w nocy, a my nie zmrużyliśmy oka w czasie lotu.

Dojeżdżamy do mieszkania. Za siatką znów muzyka. Głośne rozmowy i tańce. Tak właśnie wyobrażałam sobie Karaiby!

Robert wstaje wcześnie rano i robi rekonesans po okolicy. Jedziemy na śniadanie do pobliskiej boulangerie (piekarni). Sprzedają tam zarówno pieczywo, jak i ciepłe kanapki, kawę, świeży sok.

Cudownie prawda?

Tylko w teorii. Wyciskarka zepsuta – soku się nie napijemy. Ale to najmniejszy problem.

Kawa na Karaibach, to bardzo przeciągnięte loooong espresso. Zamiast zwykłego mleka – mleko w proszku. Zawartość kanapki – uboga.

Ale zacznijmy od początku.

Jedzenie na Karaibach

Uwielbiamy jeść. Podróże to dla nas również przygoda kulinarna. Nie boimy się próbować robaków, czy innych dziwnie wyglądających stworzeń. Z każdej podróży wracamy z jakimś wspomnieniem smakowym, które później próbujemy odtworzyć w domu.

Na wielu forach, czy blogach, czytałam, że jedzenie na Karaibach jest słabe. Słabe to jest jedzenie w Grecji. Na Karaibach po prostu nie potrafią gotować. Wiem, że to wrażenie może być mylne i bardzo krzywdzące. To tak jak w Polsce. Możesz iść do restauracji, która poda takie pierogi, że stwierdzisz, że to najgorsze co w życiu jadłeś, bądź iść do babci na obiad i wchłaniać wszystko co tylko trafia na stół. Może gdybyśmy zawitali na obiad do kreolskiej rodziny, bylibyśmy zachwyceni. Także mea culpa jeśli jest inaczej, ale właśnie na takie słabe restauracje trafialiśmy prawie przez cały pobyt.

Spróbować na pewno warto sorbetów kokosowych sprzedawanych przez Kreolki na plaży oraz langustę, którą znajdziecie w prawie każdej restauracji. Oczywiście nie można zapomnieć o świeżej wodzie kokosowej, która w 30 stopniach smakuje wybornie.

Landusta z frytkami, ziemniakiem i ryżem.

Do obiadu najpewniej dostaniecie tajemniczą papkę. Najpierw podejrzewaliśmy ją o zawartość jakiejś dziwnej, lokalnej odmiany słodkich ziemniaków. Okazało się, ze były to po prostu banany. Może mało estetyczne, ale za to bardzo dobre.

Zaskoczyło nas również, że zestaw obiadowy zawiera ryż, ziemniaka, frytki i puree z banana jednocześnie. Warzyw raczej wiele nie uraczycie.

Smak Karaibów to zdecydowanie smak rumu. Nie jestem jego wielbicielką, ale pewne połączenia, nawet mi smakowały (np. rum z kokosem). Odmian jest wiele. Od bardzo mocnych, gdzie jeden drink może powalić z nóg (wiem, bo sprawdziłam na własnej skórze, Nawiasem mówiąc, mogłam się domyśleć, jak zadziała specyfik o nazwie „Muay Thai”), po lekkie i mało intensywne, bardzo przyjemne w smaku. Będąc na Karaibach pijcie rum! Potraktujcie to jak zalecenie lekarskie.

Ceny na Karaibach

Chciałam tym wpisem obalić również kilka mitów. Jednym z nich są bardzo wysokie ceny na Karaibach. Są wysokie, w porównania z polskimi cenami, jednak w zestawieniu z cenami europejskimi, już nie.

Zaczynając od lotu – 1200 zł w obie strony z Paryża, to chyba nieźle, prawda? I wcale nie jest to jakaś mega promocja. Tanie linie (Iberia i Level) latają z paryskiego lotniska ORY na francuskie wyspy kilka razy w tygodniu. Można trafić na bilety nawet poniżej tysiąca złotych. Minusem jest brak jedzenia i napojów wliczonych w cenę lotu, ale coś za coś, Emirates to to nie jest.

Mieszkanie z widokiem na morze, przy samej plaży – 1217 zł za 7 nocy, czyli 174 złote za dobę.

Hotel 4* za śniadaniem, kilkoma basenami i dostępem do plaży – 1600 zł za 3 noce, 2 osoby.

Przyznacie, że to nie są ceny z kosmosu?

Obiad w restauracji kosztuje ok. 50 euro za dwie osoby. Biorąc pod uwagę jakość i smak, faktycznie mało to nie jest. Można natomiast obiad w restauracji zamienić na fast food przy plaży za ok 20 euro. Piwo 2-3 euro, woda 0,7-1,00 euro, lody 2 euro. Wypożyczenie 2 leżaków i parasola na plaży to koszt między 15 a 20 euro za cały dzień.

Przykładowe menu w jednej z knajp na plaży

Nie są to niskobudżetowe wakacje, ale podróżując po niektórych państwach w Europie, wcale nie wydamy mniej.

Pogoda na Karaibach

Odróżniamy dwie pory roku suchą i mokrą. Choć my byliśmy w czasie suchej pory, na Gwadelupie padało codziennie. Na mniejszych wyspach, bliżej Wenezueli, nie padało wcale. Jednak nawet tych codziennych deszczów na Gwade nie ma się co bać. Trwają najwyżej kilka minut i są bardzo orzeźwiające. Zresztą dzięki temu karaibskie wyspy są tak zielone.

Temperatura idealna. Rano i wieczorem około 23 stopni, w ciągu dnia 5-10 stopni więcej. Cudownie jest więc byczyć się na plaży lub zwiedzać miejscowe atrakcje i nie tonąc we własnym pocie.

Styl życia na Karaibach

Kreole nie lubią się przemęczać. Godziny otwarcia restauracji i sklepów nadal są dla mnie tajemnicą. Obiadu o 15 ani razu nie udało nam się zjeść. Nauczyliśmy się, że gdy wchodziliśmy do restauracji i akurat mieliśmy szczęście, że kuchnia była otwarta, siadaliśmy i składaliśmy zamówienie, nieważne która była godzina.

Robert, jako Bob Budowniczy, patrząc na stan domów i restauracji, zaczął węszyć niezły interes. Cóż za błędna interpretacja! Te budynki, zdaniem mieszkańców wysp, wcale nie potrzebują remontów. Co z tego, że restauracja, w której obiad kosztuje 300 złotych wygląda na barak. Komu to potrzebne by jeść czy mieszkać w pałacu? Klienci i tak będą. Zwiększenie zarobków? Ale po co skoro teraz żyje się dobrze.

Jakże inne to myślenie, niż nasze – europejskie. Na początku nieco może denerwować to opieszałość, a wręcz niechlujność. Z czasem jednak zaczęliśmy zazdrościć mieszkańcom tak prostego podejścia do życia. Ich jeszcze konsumpcjonizm nie zdążył pożreć żywcem.

Mężczyźni spędzają dni leniwie na plaży, popalając lecznicze ziółka lub stoją w grupkach z butelką piwka pod sklepem. Ale to co w tym wszystkim najważniejsze – wyglądają na niezwykle szczęśliwych ludzi.

Jeżeli chorujecie na dolegliwość, którą leczy się zakazanymi u nas ziołami – jeździe na Karaiby! Tam dojdziecie do zdrowia w bardzo szybkim tempie. Szukać leków specjalnie nie musicie, „aptekarze” z pewnością znajdą was sami.

Kreole to niezwykle pogodni i kontaktowi ludzie. W szczególności na mniejszych wyspach, gdzie większość ludności to Rastamani. Najwięcej ich spotkaliśmy na Sainta Luci. Według naszego przewodnika 90% mieszkańców wyspy to ziomkowie Boba Marleya. Są cudowni!

Muszę wspomnieć o niezwykłej urodzie Kreolek. Połowa spokojnie mogłaby robić karierę w modelingu. Druga połowa jest równie piękna, jednak zdecydowanie nadawałyby się na wybieg dla modelek plus size. Myślicie, że te puszyste wstydzą się swojego ciałka? Ależ skąd! Im obciślejsze i więcej odkrywające ubranie tym lepiej. A już najlepiej koronkowe, prześwitujące i błyszczące niczym neony w Las Vegas. Tylko pozazdrościć pewności siebie.

Atrakcje na Karaibach

Pomijając duże wyspy, główną atrakcją są plaże. Na kilku wyspach można znaleźć destylarnie, ale ile można ich odwiedzić? Jedna z pewnością wystarczy.

Jestem z tych, którzy z kartką lub przewodnikiem latają po okolicy. Ciężko więc było się przestawić, że na Karaibach mam leżeć na plaży i pachnieć. Ech, takie ciężkie życie.

Nastawcie się więc na odpoczynek. Podziwianie zachodów słońca, leniwe spacery i wygrzewanie się na ręczniku.

Co zabrać na Karaiby?

Lista jest krótka i mogłaby się ograniczać do dokumentów i dobrego humoru, bo „za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard” (lub gotówką). Jednak walizka zawsze się przyda na przetransportowanie rumu, więc warto dodatkowo do niej wrzucić:

  • klapki,
  • adidasy, jeśli planujecie wyprawy w lasy tropikalne,
  • kilka przewiewnych koszulek i/lub sukienek,
  • lekką bluzę lub sweterek,
  • coś na głowę – w sensie czapkę, proszki w razie co kupicie,
  • krem/olejek do opalania – z doświadczenia wynika, że im cieplejsza destynacja, tym ceny kosmetyków do opalania wyższe, więc warto zaopatrzyć się w Polsce,
  • okulary przeciwsłoneczne.

Leków żadnych brać nie musicie. Apteki są wyposażone bardzo dobrze. A po opalaniu najlepiej użyć wszechobecnego aloesu.

Karaiby to doskonały kierunek na wakacje i regenerację sił. Słońce, palmy, biały piasek, drineczki z palemką (i ku niezadowoleniu ekologów również ze słomką), kolorowe domki i uroczy mieszkańcy. Czy to jest raj? Dla mieszkańców wysp na pewno!

Facebook
Facebook
Follow by Email
LinkedIn
Google+
http://www.maniaodkrywania.pl/karaiby-raj-na-ziemi/

One thought on “Karaiby – raj na ziemi?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *