Gwadelupa – relacja z podróży

Gwadelupa - relacja z podróży

Gwadelupa była pierwszą Karaibską wyspą na jaką trafiliśmy.

Uwielbiamy to uczycie. Wsiadasz do samolotu – zima. Wysiadasz – lato! To jak przenieść się niczym Alicja do innego świata.

Chwila w wypożyczalni i już mknęliśmy ulicami w stronę wynajętego mieszkania w Le Gosier.

Była to niedziela. I to właśnie w ten dzień, Kreole urządzają zabawy karnawałowe. Minęliśmy więc grupę głośnych kobiet w barwnych przebraniach. Wtedy liczyliśmy na to, że ten widok będzie nam towarzyszył co wieczór. Niestety nie. Bardzo więc żałowaliśmy, że nie skorzystaliśmy z pierwszej okazji wzięcia udziału w karnawale.

Mieszkanie było cudownie ulokowane. Nad samym Morzem Karaibskim, którego widokiem, mogliśmy się napawać codziennie podczas śniadania i leniwych wieczorów na tarasie.

Gwadelupa okiem turysty

Największą zaletą wyspy jest zdecydowanie różnorodność. Każdy znajdzie na niej coś dla siebie, każdego coś zachwyci i każdy wróci z podróży z cudownymi wspomnieniami.

Język

Gwadelupa jest zamorskim terytorium Francji. Króluje więc język francuski. Mitem jednak jest, że po angielsku się nie dogadasz. Oczywiście wszyscy Francuzi, których znamy, kręcą nosem, gdy muszą używać innego jeżyka, niż ich ojczysty. Nie dajcie się jednak oszukać. Oni rozumieją po angielsku, czasem po prostu nie chce im się z wami gadać 😉

Robert jako tako po Francusku mówi, więcej rozumie. Ja umiem tyle, co nauczyłam się z reklamy czekoladek. Mimo to dogadałam się z każdym z kim chciałam.

Drogo Panie

Ceny są europejskie. Dla Polaka dużo, dla Francuza normalnie. Można jeść w restauracja za milion pięćset lub gotować sobie w domu i zaopatrywać się w Carrefourze. Wtedy wyjdzie tylko nieco drożej niż w domu. Ale nie są to kosmiczne ceny.

Jedzenie

Jak pisałam w pierwszym wpisie o Karaibach szału nie ma, dupy nie urywa. Jedzenie jest kiepskie. Dobrą radą jest więc wynajęcie mieszkania i gotowanie samemu. Trochę zaoszczędzicie, a żałować nie ma czego.

Większość przysmaków jest mega tłusta. Smażona na głębokim tłuszczu i ciężka. Wszędzie znajdziecie miejscowe Bokity. Kanapki z farszem, coś a la kebab, ale dużo gorszy. Nie polecam.

Bokity

Nie warto za to oszczędzać na świeżej wodzie kokosowej i sorbetach z kokosa, sprzedawanych na plaży.

Na całych Karaibach znajdziecie również lokalne browary. Jakościowo naprawdę niezłe.

Atrakcje na Gwadelupie

Cudowne plaże Gwadelupy

Karaiby zawsze kojarzyły nam się z „Piratami z Karaibów” i pięknymi plażami. Nie zawiedliśmy się. Plaże są jak z pocztówki.

W poszukiwaniu tych najpiękniejszych ruszyliśmy już pierwszego dnia. I tak trafiliśmy na pierwszą plażę Caravelle, która od razu okazała się strzałem w dziesiątkę.

Wjechaliśmy w wąską uliczkę, prowadzącą na plażę. Łatwo ją znajdziecie, dzięki oznaczeniu przy trasie łączącej Gosier z Sainte Anne. Jest to główna droga (N4) wybrzeża na Grande-Terre.

Wjechaliśmy na parking, gdzie powitali nas Rastamani i wąską dróżką przeszliśmy na plażę.

piękne widoki w drodze na plażę

Pierwsza plaża i już miłość od pierwszego wejrzenia. Cudowny piasek, ciepła woda, piwko na plaży i ku uciesze Robcia – kobiety bez staników 😉

Caravelle

Kolejny punkt to plaża, w wielu przewodnikach, oznaczana jako ta najpiękniejsza.

Plaża znajduje się w Sainte Anne. Jest to jedno z najbardziej turystycznych i komercyjnych miasteczek na Gwadelupie.

Plaża równie piękna, choć już bardziej zatłoczona, z wieloma budkami z fast foodami i oczywiście przepysznymi sorbetami kokosowymi.

plaża w Sainte Anne
Sainte Anne

Bardzo ładną plażę (a w zasadzie dwie) mieliśmy w miejscowości, w której mieszkaliśmy – Le Gosier.

Plaże mieszczą się w centrum, więc bardzo łatwo do nich trafić, kierując się ciągle na centrum. Oddziela je uroczy park. Po prawej stronie parku, plaża jest mała. Można za to przejść się pomostem i podziwiać cudne widoki. W zatoczce zrobiono również „basen”.

pomost w Le Gosier
plaża i basen

Po stronie lewej, plaża jest już dłuższa i szersza. Wzdłuż znajdują się knajpy, które żyją zarówno w dzień jak i wieczorami.

plaża w Le Gosier
wieczór na plaży w Le Gosier

Po lewej stronie Gwadelupy, czyli na Basse-Terre, plaże już nie są tak urokliwe. Klimat jest tam dużo bardziej surowy. Jest to część Gwadelupy, na której znajduje się wulkan i jest bardziej dziko.

Ma to oczywiście swój urok. Na każdej plaży piasek ma inny kolor. Bardzo fajną pamiątką, jaką przywieźliśmy jest obraz, zrobiony z piasku z różnych części wyspy.

Obraz z piasku z Gwadelupy

Zwiedzanie plaż nieco utrudniała nam pogoda. Mimo, iż na Gwadelupie byliśmy w porze suchej, padało codziennie. Nie były to ogromne tropikalne ulewy. Jednak chmury skutecznie ukrywały przed nami słońce, bez którego plaże tracą swój urok.

Na Basse-Terre objechaliśmy chyba wszystkie możliwe plaże, gdyż zrobiliśmy sobie wycieczkę wkoło wyspy. Żadna jednak nie była tak urokliwa, jak jej koleżanki z prawej strony motyla.

Widoki na Gwadelupie

Numerem jeden i to chyba całej naszej wyprawy na Karaiby był przelot nad Gwadelupą i pobliską Terre-de-Bas. Widoki zapierające dech. Nie tylko przenośnie, bo wiatr utrudniał nieco oddychanie. Jednak było warto!

Tu leci Robert
Gwadelupa z lotu ptaka

Terre-de-Bas

Lecieliśmy dwoma różnymi samolocikami. Koszt to 170 euro za jeden, za lot ok 40 minut. Możliwy jest również lot helikopterem, ale kosztuje prawie dwa razy więcej. Lotnisko z którego startowaliśmy mieści się w miejscowości Saint-Francois, przy największym na wyspie polu golfowym – Golf International de Saint Francois. Jak ktoś lubi ten sport, polecam! Pole robi wrażenie! Nie wiedzieć czemu, lotnisko nie jest oznaczone na mapach Google. Lepiej więc jako punkt docelowy ustawić pole golfowe.

Jeżeli wolicie stąpać po ziemi, całkiem niedaleko znajduje się Pointe des Chateaux. Czuliśmy się tam jak na końcu świata. Niezwykłe widoki. Doskonałe miejsce by pospacerować a potem odpocząć na plaży.

Pointe des Chateaux
plaża des Chateaux

Na plaże zabraliśmy ze sobą maski do snoorkowania i płetwy. Byliśmy jednak nieco zawiedzeni.

Jeżeli również lubicie oglądać podwodny świat, nie ciągnijcie ze sobą całego sprzętu (tym bardziej jeżeli są to maski z Decathlona 😉 ) Decathlon na wyspach jest, a maski są w niższych cenach niż u nas. Jak później zobaczycie, wszyscy snoorkujący na Karaibach zaopatrują się właśnie w tym sklepie.

Kolejnym punktem, który warto zobaczyć jest Porte d’Enfer. Potężne klify wyglądają nieco złowrogo. Podobno jest to punkt, gdzie rozbiło się wiele statków, zagubionych na morzu.

Miejsce ma coś w sobie przerażającego, ale i tajemniczego. Zarówno zachwyca jak i budzi lęk.

klify
Porte d’Enfer

Dojście do klifów nie jest trudne. Może jednak zmylić pierwsze spojrzenie na trasę i widok turystów, którzy zakładają adidasy. Na pewno dacie radę nawet z małymi dziećmi.

Ogród botaniczny

Będąc na Gwadelupie koniecznie odwiedźcie ogród botaniczny Jardin Botanique de Deshaies. Trasa ciągnie się około 1,5 km. Podziwiać można wiele tropikalnych gatunków kwiatów i drzew. Dzieci na pewno ucieszą towarzyskie papugi, a małe i duże dziewczynki będą zachwycone, przechodząc tuż obok flamingów.

palma w ogrodzie botanicznym
flamingi
papugarnia

Wodospady

Plan na wodospady miałam ambitny. Ale jak to mówią – Jak chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach.

Skutecznie więc zarówno pogoda, jak i chore kolano Roberta, które nagle nam przypomniało o sobie, pokrzyżowali nam plany.

Do południa zdążyliśmy obskoczyć dwa wodospady.

Cascade aux Ecrevisses to niewielki wodospad. Jeżeli będziecie szukać spektakularnych widoków, to bez mrugnięcia, możecie go pominąć. Łatwo go znajdziecie na mapach Google. Z wejściem poradzi sobie każdy, można próbować również z wózkiem. Droga przez las trwa 3-5 minut. Fajna atrakcja dla małych dzieci, bo jest to bezpieczne miejsce i można się kąpać.

wodospad aux Ecrevisses

Kolejny wodospad to Cascade le Saut d’Acomat. Wodospad sam w sobie nie jest absolutnie ciekawy i spektakularny, ale droga do niego prowadząca już tak. Początkowo patrzyliśmy w dół i zastanawialiśmy się czy to możliwe, żeby to właśnie było wejście. Jak więc zobaczycie tablicę ostrzegawczą, informującą, że nie wolno skakać i kąpać się w wodospadzie, to właśnie tam jest wejście.

tablica ostrzegawcza
Cascade le Saut d’Acomat

Zejście jest trudne i strome, a kamienie bardzo śliskie. Będąc już na dole, jedna z turystek skręciła nogę i byliśmy świadkami akcji ratowniczej.

Muzeum rumu

Karaiby to rum płynący strumieniami. Odwiedzenie destylarni lub muzeum rumu powinno się znaleźć na każdej liście must see.

My odwiedziliśmy Reimonenq Distillery – Museum of Rum, w pobliżu Sainte Rose. Muzeum nie jest spektakularne i nie oczekujcie zbyt wiele, ale warto tam zajrzeć.

muzeum rumu

W środku niewolno robić zdjęć, ale specjalnie nie ma czego żałować. Imponująca jest za to kolekcja motyli.

kolekcja motyli

Cały pokój wypełniony jest gablotkami z kolorowymi skrzydlatymi owadami. W muzeum zapoznacie się z procesem produkcji rumu, zobaczycie stare maszyny i trochę historii. Na koniec najciekawsze, czyli degustacja. Nam bardzo smakowało połączenie karaibskiego trunku z kokosem.

Pointe a Pitre

Pointe a Pitre to stolica Gwadelupy. Czy chcecie czy nie, na pewno tam traficie, wysiadając z samolotu, bądź promu.

Miasto jest bardzo kolorowe, idealne na kilkugodzinny spacer. Jeżeli chcecie wybrać się na zakupy lub obiad, zaplanujcie wizytę w inny dzień niż niedziela. W dzień święty stolica świeci pustkami.

Katedra Saint Pierre
kolorowa stolica Gwadelupy
Poite a Pitre

Zakupy

Co przywieźć z Karaibów? Oczywiście rum, który kupicie wszędzie. W Sainte Anne na deptaku, znajdziecie urocze kolorowe buteleczki z rumem i ponchem. Doskonałe na prezent.

bazar uliczny w Sainte Anne

Między Saint Francois a Pointe des Chateaux znajduje się kilka fajnych sklepików. Są bardzo kolorowe i widać je z ulicy. Znajdziecie tam ręcznie robione pamiątki.

Oczywiście można kupić wytwarzane na wyspie cukier trzcinowy, kakao i kawę, ale komu chce się to wozić?

Pamiątki z napisem Gwadelupa są raczej tandetne. Ograniczyliśmy się więc do kilku magnesów dla zbieraczy.

(Nie) do zobaczenia

Atrakcji na Gwadelupie jest znacznie więcej. Jak to zwykle bywa, nie wszystko co przeczytacie w przewodniku czy znajdziecie w sieci, w rzeczywistości was zachwyci.

Możecie zatem pominąć większość miasteczek, po lewej stronie motyla, które wcale nie są tak kolorowe jak piszą i nie przypominają europejskich kurortów.

Na pewno pomińcie źródło siarkowe Sofaja, które znalazłam w każdym przewodniku. A wygląda tak…

źródło siarkowe Sofaja

Lata świetności ma już dawno za sobą. Po źródle została tylko pamięć i prysznic, pod którym kąpiący się stoją jak śledzie.

Na koniec mam jednak perełkę, która zachwyci każdego turystę.

Wyspa Les Saintes

Piękne kolorowe miasteczko, z mnóstwem sklepików, restauracji, hoteli. Widoki niezwykłe! Wysepka przypominała mi przecudne Capri.

Na wyspie poruszać się można rowerami, skuterami i małymi samochodzikami. Polecam rower elektryczny. W 4 godziny objechaliśmy całą wyspę. Jedynie za pomocą siły własnych nóg byłoby trudno, bo teren jest bardzo górzysty.

Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że Les Saintes to taki mały raj.

Dopłynąć na wyspę możecie z Pointe a Pitre w około 1.5 godziny (cena za prom około 20 euro w obie strony), bądź z Trois Rivieres w około 30 minut (trochę taniej).

Les Saintes

punkt widokowy na Les Saintes

Nasze wskazówki

  • Wypożyczcie samochód. Innej opcji podróżowania po wyspie nie widzę. Autobusów jest mało i jeżdżą według rozkładu, którego nikt nie ogarnia.
  • Nauczcie się choć kilku słów po Francusku. Miejscowi będą zupełnie inaczej do was podchodzić. A jak będziecie kaleczyć język to nawet lepiej, bo będę mieli powód do śmiechu.
  • Nie bierzcie ze sobą leków, ciepłych ubrań, zbyt wielu kosmetyków. W ogóle ograniczcie się do minimum. O tym co ważne przeczytacie w poście Karaiby-raj na ziemi?
  • Gotówka nie jest niezbędna, w większości miejsc można płacić kartą.
  • Przed wyjazdem opijcie się dobrej kawy, bo na wyspach takiej nie uraczycie.
  • Przygotujcie się, że obiad zjecie przed 13 lub po 17. Ci którzy przyzwyczajeni są, że obiad zjadają po sumie o 12.00, będą zmuszeni gotować sami, lub żywić się fast foodami.
  • Odrzućcie stereotypy! Mnie też przechodzi dreszcz, gdy widzę w ciemnym tunelu, gościa w podartych ubraniach. Ale nie na Karaibach! Najpewniej będą to Rastamani, którzy są niezwykle sympatyczni.
  • Optymalny czas na zarówno odwiedzenie najlepszych atrakcji Gwadelupy jak i odpoczynek to 5-7 dni.
  • Mieszkanie lub hotel najlepiej zabookować w miejscowości Sainte Anne, Le Gosier lub Saint Francois.

Ostatnia rada: Bawcie się! Karaiby to zabawa i lenistwo!. Pijcie rum i wylegujcie się na plaży. A dla chętnych polecam wtopić się w tłum, tak jak ja 🙂

Karaibski stajl

Mała uwaga na koniec. Zdjęcia są robione telefonem. Bez żadnych filtrów i obróbki. Na blogu nie zarabiam (póki co), na podróżach również. Jak to się zmieni na pewno was poinformuję. Nie bawimy się więc w godzinne przygotowania do zdjęć a potem kilkudniową obróbkę. Podróże to nasza pasja, relaks, urlop. Nie wymagajcie więc jakości jak u pełnoetatowych blogerów 🙂

Facebook
Facebook
Follow by Email
LinkedIn
Google+
http://www.maniaodkrywania.pl/gwadelupa/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *